Zakładki:
Zapraszam również na swój drugi blog:
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Reklama i marketing
RSS
czwartek, 28 marca 2013

Producenci żywności chętnie płacą instytucjom, które mają jakiś autorytet medyczny, za ich pozytywną opinię względem konkretnego produktu. Od lat tego typu opinie wydaje Instytut Matki i Dziecka dla wyrobów skierowanych do dzieci. Rodzic, widząc logo instytutu, powinien nabrać przekonania, że kupowany produkt jest dobrym wyborem w żywieniu jego dziecka. Jak się okazuje, te opinie dotyczą również tzw. słodyczy impulsowych, czego przykładem jest dzisiejszy wyrób firmy Kraft Foods, która zresztą pisze na opakowaniu, że do takiej kategorii go zalicza. Połączenie dbania o odpowiednie żywienie dziecka z produktem, który z założenia ma być kupowany pod wpływem chwili i emocji jest dosyć karkołomne. Przyjrzyjmy się jednak dokładniej, co pod wpływem tego impulsu mamy nabyć. Chociaż informacja na froncie opakowania, że produkt nie zawiera konserwantów i sztucznych barwników sugeruje jego naturalność, to sam skład wcale tego nie potwierdza. W oczy rzuca się spora lista technologicznych dodatków - dwie substancje spulchniające, trzy emulgatory i stabilizator. Jako drugi co do ilości składnik występuje syrop glukozowo-fruktozowy a wyrób jest intensywnie aromatyzowany. Jednak akurat zdaniem Instytutu Matki i Dziecka nie ma absolutnie nic złego w aplikowaniu dzieciom rozmaitej chemii wraz z żywnością już od najmłodszych lat.


poniedziałek, 25 marca 2013

W swoim najnowszym biuletynie Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, podsumowując rok 2012, podaje czternaście kategorii wyrobów spożywczych, w których poziom źle oznakowanych produktów wyniósł ponad 26%. Po raz pierwszy w zestawieniu znalazła się kategoria oleje roślinne, z robiącym wrażenie wynikiem 40%. W ponad połowie z pozostałych 13 kategorii nastąpił wzrost udziału fałszywie znakowanych produktów w porównaniu z rokiem poprzednim:

Kategoria wyrobów

% fałszywych

2012

% fałszywych

2011

 
Koncentraty spożywcze 51 28  
Napoje alkoholowe (spirytusowe) 40 25  
Przetwory z mięsa czerwonego 37 35  
Napoje bezalkoholowe 35 27  
Piwo 33 26  
Wyroby garmażeryjne 32 29  
Przetwory z mięsa drobiowego 29 26  

To pokazuje, jak bardzo wyrywkowe są te kontrole a ich efektów nie ma właściwie żadnych. Na którymś wyrobie może zostanie poprawiona etykieta, jednak w tym czasie powstanie już inna fałszywa. Z jednej strony - armia kontrolerów, urzędników i specjalistów wyposażonych w nowoczesne laboratoria, a z drugiej - producenci, którzy bawią się z nimi w ciuciubabkę. A ta jest szczęśliwa, gdy może krzyknąć: mam cię!. Ponieważ jednak nie każdemu podoba się obserwowanie tych radosnych figli, urząd  potrzebuje wykazać się efektami. Tak więc średni procent oszukanych etykiet okazuje się być z roku na rok trochę mniejszy. Rok 2010 - 32,5%, rok 2011 - 27,7%, a rok 2012 - 25,9%. W osiąganiu tej papierowej poprawy musi przyjść jednak urzędowi w sukurs kreatywna statystyka. Wiadomo, że niektóre branże są szczególnie oszukańcze (połowa lub więcej źle oznakowanych produktów), więc ich statystyczny wpływ jest wyjątkowo niekorzystny. Jak się okazuje, spośród takich właśnie kategorii, w statystykach pojawiają się tylko te, gdzie można wykazać się poprawą:

Kategoria wyrobów % fałszywych rok badania późniejsze dane
Miód 66 2010 nie podaje
Chrzan 59 2011 nie podaje
Tłuszcze do smarowania 55 2010 nie podaje
Wyroby cukiernicze 55 2009 27
Bułka tarta 51 2009 nie podaje
Pieczywo 49 2010 28
Makaron 48 2011 nie podaje
Syropy owocowe 48 2011 29
Majonezy i sosy majonezowe 48 2009 45

Co więc się dzieje w branżach, które powinny być przecież kontrolowane w sposób szczególnie intensywny, a danych na ten temat nie ma? Wygląda na to, że chcąc pochwalić się jakimiś efektami, IJHARS robi odwrotnie niż powinien - nie kontroluje ich w sposób statystycznie istotny. Jak fatalny jest wynik takiego postępowania, widać na przykładzie opisywanej przeze mnie kategorii tłuszczów do smarowania (wpis: Małe podsumowanie). Wnioski nasuwają się nieciekawe. Mamy nabrać przeświadczenia, że prowadzona jest jakaś przemyślana polityka walki z fałszywymi etykietami, podczas gdy działania urzędu w tej kwestii są chaotyczne i niezwykle asekuranckie. Konsumenci oszukiwani są na dużą skalę, a urząd żyje z producentami w faktycznej symbiozie. Niewłaściwe działania tych drugich wykazują, jak niezbędne są tak rozbudowane instytucje kontrolne, a te z kolei bardzo martwią się, żeby producentom nie wyrządzić zbytniej krzywdy.

piątek, 22 marca 2013

Dziwna jest ta owocowa spiżarnia Herbapolu, skoro trzyma w niej głównie syrop glukozowo-fruktozowy i cukier. Owoców trzeba tam szukać ze świeczką. A i czasem nie sposób w ogóle znaleźć. Owocowa Spiżarnia oferuje nam również produkt, który jest ich kompletnie pozbawiony - Herbapol Cola. Cóż to takiego? Ano otrzymywany chemicznie ze zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy, rozcieńczony syrop glukozowo-fruktozowy. Do tego kwas cytrynowy, aromat i dwutlenek siarki. Ta wystrzałowa mieszanka potraktowana jest jeszcze syntetycznym barwnikiem karmelem amoniakalno-siarczynowym. Pozwólmy, żeby wybrzmiało tu motto producenta, że podąża za głosem natury i jego przewodnie hasło marketingowe: "Herbapol. Masz to w naturze".

czwartek, 21 marca 2013

Pod marką Herbapol sprzedawane są różne produkty przeznaczone zarówno do sklepów spożywczych, jak i aptek. Należą do nich również syropy owocowe, w tym, niestety, te błędnie oznakowane. Plaga fałszywych etykiet atakuje nas wszędzie. Dzisiejszy wyrób nazywa się Malina i jest jedynie członkiem większej rodzinki. W rzeczywistości to syrop wieloowocowy z dodatkiem soku z marchwi. Głównym owocem jest natomiast aronia. Udział soku z malin został odmierzony z iście aptekarską dokładnością - jest go  dokładnie 1,9 promila, czyli niecałe dwie tysięczne składu. Producentowi to już w zupełności wystarcza, żeby nazwać go malinowym i właśnie tymi owocami przyozdobić całą etykietę. Jak widać, producentom dopisuje poczucie humoru; nawet z klientów aptek robią sobie żarty.

wtorek, 19 marca 2013

Przyzwyczajeni jesteśmy do występów znanych osób w reklamie. Dostają za to duże pieniądze, więc mówią co chce producent i odgrywają różne scenki. Czasem, choć nie tak często, użyczają swojego wizerunku nawet na etykietach wyrobów. Producent nie musi ponosić żadnych kosztów przygotowania materiałów reklamowych, a znana osoba, przemawiając bezpośrednio z opakowania, ma przyciągnąć uwagę klientów. Moją uwagę przyciągnęła Ewa Wachowicz, która w ten sposób poleca różne wyroby. Przyjrzałem się więc dokładnie, do zakupu jakich produktów nas zachęca. Niestety, przynajmniej te prezentowane poniżej trudno nazwać dobrym wyborem, co usiłuje nam wmówić celebrytka.

Czekolada mleczna Amelia z nadzieniem kokosowym należy do nie tak znowu licznej grupy czekolad, które zawierają utwardzony tłuszcz roślinny. Jest on otrzymywany poprzez metodę uwodornienia oleju, w wyniku której tworzą się sztuczne izomery trans. Udowodniono, że izomery trans podnoszą poziom złego cholesterolu LDL, obniżając jednocześnie poziom dobrego - HDL. Zwiększają również stężenie trójglicerydów we krwi, co ma niekorzystny wpływ na ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Może Ewie Wachowicz jest zupełnie wszystko jedno, jakie produkty reklamuje, jednak uchodzi za eksperta w sprawach kulinarnych i dla części osób może być przekonująca.

 

Z kolei majonez polecany przez Ewę Wachowicz jest majonezem szczególnym ze względu na długą listę technologicznych dodatków. Znajdziemy w nim m.in. gumę guar, gumę ksantanową i skrobię modyfikowaną. W składzie są też aż trzy konserwanty: sorbinian potasu, benzoesan sodu i sól wapniowo-disodowa EDTA. Możemy również trafić na niespotykany w innych majonezach syrop glukozowo-fruktozowy, który sprzyja otyłości. Co do smaku, to kwestia gustu, ale jak dla mnie okazał się niezjadliwy, nawet pomimo dodania przez producenta aromatu. Nazwa Familijny sugeruje, że jest dla całej rodziny. Ja bym jednak proponował, żeby nasza ekspertka samodzielnie go spożywała, skoro tak jej on odpowiada, nie zachęcając do tego całych rodzin.

poniedziałek, 18 marca 2013

Na temat zawartości soku w tym syropie wiadomo jedynie to, że znajduje się w nim jakiś wieloowocowy sok i mały ułamek procenta - 0,15% soku z truskawki. To zresztą absolutnie nie przeszkadza producentowi, żeby całą etykietę wypełnić zdjęciami truskawek, a sam wyrób, barwiony ciemnym karmelem, nazwać po prostu Truskawka. Producent stara się jednocześnie nabrać konsumentów co do ogólnej ilości tego tajemniczego soku, podając w tym miejscu, iluprocentowy jest ekstrakt tego z truskawki. No rewelacja, sam się dałem nabrać, bo jakie znaczenie może to mieć przy promilowym jego dodatku.

Zastanawiające jest, co nam właściwie sprzedaje Łowicz? Starając się rozgryźć tę wielką tajemnicę producenta (podobnie opisuje też niektóre inne swoje syropy), nachodzą mnie rozmaite myśli i podejrzenia. To w końcu bardzo dziwne, że producent celebruje tak znikomą ilość soku z danego owocu, a nie ujawnia konkretów na temat całości, na dodatek wprowadzając konsumentów w błąd. Może sam tego dobrze nie wie, bo wrzuca tam, co popadnie? Albo tak naprawdę chodzi o jakiś podrzędny sok ze zgniłych jabłek; w końcu rejon Łowicza to obszar ich intensywnej uprawy?

piątek, 15 marca 2013

Producenci lubią poprzez swoje opakowania nabierać klientów. Ustronianka chętnie oszuka też dzieci. Nazwa wyrobu, króliczek z wyciągniętym kciukiem i kolorowe maliny powinny się spodobać najmłodszym. Napisy "z sokiem" i "z miodem" mają pewnie dodatkowo przekonać rodzica. A tak wygląda faktyczna szczodrość producenta - soku z malin jest zaledwie 0,5%, a miodu dziesięć razy mniej. Nieświadomy podstępu królik wciska przy okazji maluchom aż pięć technologicznych substancji producenta, w tym karmel amoniakalno-siarczynowy i benzoesan sodu.

20:47, produktolog
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 marca 2013

Mam nadzieję, że Hoop Polska, producent syropów Paola, nie będzie miał mi za złe, że jego oszukańczo oznakowane wyroby potraktuję hurtowo. Swoje syropy nazywa owocowymi i pokazuje nawet zdjęcia tych rzekomych owoców, podczas gdy ich zawartość w produktach jest rzędu trzech promili. Gwoli ścisłości - w syropie malinowo-lipowym (jak go szumnie określa) do takiej właśnie ilości maliny dodał jeszcze jeden promil ekstraktu z lipy. Co więc jest w środku, i skąd ten wyjątkowo wysoki (84g na 100g) poziom węglowodanów w wyrobie? Odpowiedź jest prosta: producent sprzedaje nam właściwie syrop glukozowo-fruktozowy rozpuszczony w wodzie. Całość dosładza jeszcze cukrem i barwi karmelem amoniakalno-siarczynowym. Promilowy dodatek ekstraktów ma nas jedynie zwodzić, że mamy do czynienia z syropem owocowym. Przedstawione wyroby to tylko próbka jego oferty.

18:14, produktolog
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 marca 2013

Jabłka są chyba dla każdego bardzo swojskim owocem. No, prawie dla każdego, bo na pewno nie dla producenta napoju Caprio egzotyczne. W ten sposób nazwał bowiem wyrób, którego sok w 94% składa się właśnie z jabłek. Nie jest zresztą wyjątkiem w takim egzotycznym znakowaniu. Wyróżnia się za to pod innym względem - jest liderem w ilości technologicznych dodatków używanych do produkcji owocowego napoju. Obok samego soku serwuje nam wiele takich specjałów, m.in.: sorbinian potasu, benzoesan sodu, sukralozę, aspartam i acesulfam K. Dziękuję, kupię sobie zwykłe jabłko, nie to egzotyczne.

poniedziałek, 11 marca 2013

Owocowe wyprawy z Tymbarkiem przynosiły do tej pory same rozczarowania. Zamiast obiecanych owoców były jakieś namiastki smakowe w postaci jednoprocentowych dodatków. Tak więc już zbiorczo podziękuję za poniższe propozycje. Kiepskie to biuro kulinarnych podróży, skoro tak naciąga swoich klientów.

"Wystarczy jeden łyk, by poczuć iście nowozelandzki klimat. Kiwi Cię ożywi!"

Zawartość kiwi - 1/4 część użytego soku.

 

"Zmień klimat z Żurawiną i poczuj mroźne orzeźwienie z dalekiej Północy!"

Zawartość żurawiny - 1/8 część użytego soku.

 

Na koniec chyba największy przebój Tymbarku:

"Poznaj rozkosz dalekich krain i pozwól się orzeźwić ekscentryczną naturą owocu Liczi."

Zawartość wspomnianego owocu - 1/40 część użytego soku. Dla efektu barwiony koszenilą.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5